środa, 4 listopada 2026

Zrzut #26

Without further ado…

Bunny
Mona Awad

Książka z rekomendacji, było odpalić przynajmniej wstępne sanity checki. Gatunkowo to postmodernistyczne mydło i powidło, ale powiedzmy, że najbliżej jej do college novel, seriali o bogatych i szczęśliwych amerykańskich nastolatkach, oraz body horror. O gustach się nie dyskutuje, ale to mój blog to se podyskutuję i… żadna z tych rzeczy mi kompletnie nie klika. Książka miała być prześmiewczym komentarzem do tych schematów, coś tam o toksycznej kobiecości, coś tam o pretensjonalnych kursach kreatywnego pisania. Problem w tym, że napisana konfundującym, nastawionym na szokowanie, odstręczającym i powtarzalnym językiem, z postaciami o miernej psychologicznej wiarygodności, sama staje się tym, z czego próbuje się nabijać. Czy tu są jakiekolwiek mocne strony? Awad ma niesamowitą wyobraźnię. Wątek potworów jest zgrabnie poprowadzony przez budowanie napięcia / kulminacje / częściowe rozwiązania, niuansuje się i nabiera wieloznaczności. Męczyłam kolejne strony pchana ciekawością jak to się skończy… i kończy się równie zgrabnie. Problem w tym, że całe opakowanie tego motywu, bohaterowie, język, konwencja, to tylko Bunny, you’re such a drag.


Mistrz i Małgorzata
Michaił Bułhakow

Po tym Bunny, i jeszcze kilku poprzednich, umiarkowanie udanych wyborach książkowych, dramatycznie potrzebowałam przeczytać coś dobrego. Mistrz i Małgorzata łaził mi głowie od dłuższego czasu, choć formalnie, od deski do deski, przeczytałam go, po raz jedyny i ostatni, w liceum. Powieść nie zawiodła. Strzeliste frazy Bułhakowa wciąż niosą, humor jest ponadczasowy, a szatan urzekający. Za mało mam wspomnień z nastoletniej siebie, aby być w stanie porównać mój odbiór wtedy i dziś. Pamiętam jednak, że i wtedy mnie porwała. Za wszystkie szatańskie psoty, cudowną Małgorzatę, wątek Poncjusza Piłata, bal nad balami i szaleńcze rozgorączkowanie. Mam przy tej okazji zresztą refleksję, że jakoś mnie ciągnie w rejony bolszewickich satyr z fantastycznym twistem. Oprócz tego dzieła była też przecież cała monstrualna analogia Strugackich, której poszczególne części oceniam od “niezłe” do “doskonałe”. Kurde, nawet Zbrodnię i karę dobrze wspominam. To jest z jednej strony retro urok początku XX wieku, z drugiej absurdalne poczucie humoru, wiele znaczeń zaszytych pod podszewką, wreszcie jakaś taka… słowiańska dusza? Rosja jest unikalnym światem, ale kulturowo jakby wcale niedaleko… Tylko czemu jest z niej taka kurwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz