Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 października 2025

Zrzut #20

Miałam dłuższy urlop, który spędziłam trochę na czytaniu, ale bardziej na ogarnianiu backloga rzeczywistości. No i jednak lato, więc raczej wymykam się na zewnątrz, gdy tylko mam przestrzeń, niż siedzę z nosem w literach czy ekranach. Coś tam jednak przeleciałam i o tym niżej. A seriale (Wednesday i Sandman) poczekają sobie jeszcze chwilę na obejrzenie, na jesienne wieczory.

Haunt sweet home
Sarah Pinsker

Ah, jakie to było ładne. To pierwsza dłuższa forma od Sarah, którą miałam okazję przeczytać. Wciąż przy tym nie za długa, ot taka nieduża powieść. Natomiast autorka rozwija skrzydła i puszcza luźno lejce wyobraźni, zamiast jednego dominującego wątku, dostarczając ich już kilka, zgrabnie się przeplatających. Motywem przewodnim jest tytułowy “Haunt sweet home” czyli TV show o… nawiedzonych domach. Nowi właściciele wprowadzają się do nowego lokum, w którym za dnia przeprowadzają remont, pieczołowicie raportowany przez kamerę, a w nocy, no cóż, straszy. Nie będzie specjalnym spojlerem gdy napiszę, że główna bohaterka, dopiero co zatrudniona jako asystentka produkcji, ma na liście obowiązków pomaganie w straszeniu, gdy lokalne duchy nie są wystarczająco kooperatywne. Oczywiście sprawy wymkną się spod kontroli, natomiast w charakterystyczny dla Sarah, uroczy sposób. Tutaj nawet gdy jest strasznie, jest ciepło i zabawnie. Do tego niejednoznaczni bohaterowie, sporo codziennej i niecodziennej magii i dostajemy fantastyczny koktajl do pochłonięcia w jeden weekend.




The Analytics Edge
Dimitris Bertsimas, Allison K. O’Hair, William R. Pulleyblank

Coś z kompletnie innej beczki, bo przeczytałam książkę powiedzmy, że zawodową. Wracam do pracy z danymi i aby się zainspirować przed nową pracą, przeczytałam pozycję, którą dostałam jako mid-level analityk blisko 10 lat temu. Książka to przede wszystkim 20 różnych use-casów analitycznych, ale jest też krótkie przejście teoretyczne przez stosowane metodologie oraz część praktyczna, z zadaniami, w których można ściągnąć podlinkowane przez autorów dane i pokodzić różne problemy. Ciężko ją przy tym nazwać podręcznikiem dla analityków. Opisywane przykłady dotyczą branż od Sasa do lasa, jest i opieka zdrowia, i optymalizacje w branży lotniczej, i nudne jak flaki z olejem problemy wyceny aktywów finansowych. Jest różnorodnie, ale płytko, autorzy wchodzą na większy poziom detali (przezornie oznaczając te sekcje gwiazdką) tylko w przypadku niektórych problemów optymalizacyjnych, podpowiadając jak ustawiono problem, nie mówiąc nic o uzyskaniu rozwiązania. Książka była wykorzystywana w kursie na studiach MBA i to chyba to najlepiej opisuje jej target: menedżerowie w organizacjach gdzieś obok działów analitycznych, którzy chcieliby zrozumieć cokolwiek z tego co tam się dzieje. Dla mnie była momentami ciekawa, miejscami frustrująca, kilka razy żmudna. No i ciężko ją, ze względu na temat, nazwać lekką lekturą.

1670, sezon 2
Netflix

W finale sezonu się popłakałam, i choć praktykę przeżywania dramatycznych momentów mam już dobrze ugruntowaną, to jednak mówi to całkiem sporo o tym, jak zmorfował serial. Dalej jest to przede wszystkim komedia, jednak akcent się przesunął na pogłębienie postaci i stworzenie bardziej zniuansowanej, ciągłej historii. Poprzedni sezon był galopem gagów, wspaniale przerzucający współczesność w barokowy anturaż. W drugim, tak skonstruowany jest chyba tylko pierwszy epizod… I miałam z nim problem, bo jakby nie był już tak śmieszny. Obejrzałam drugi odcinek, ale też nie porwał, i wietrzyłam już nosem zużycie formatu. Z przyjemnością konstatuję obecnie, że to było niezrozumienie tej zmiany. Kolejne historie, bohaterowie, marzenia i dramaty i kurczę, dalej jest śmiesznie ale bywa i smutno i przejmująco, a śmiech nierzadko nie wynika z dowcipu ale radości. W ciekawe miejsce poszło 1670, a zważywszy na mocno otwarte zakończenie oraz już zakontraktowany trzeci sezon, kurde, wracam do czekania na nowe odcinki!

piątek, 23 sierpnia 2024

Zrzut #13

Jakoś taki kulturalny nie za udany okres. Ograłam parę krótkich gier z jednej serii, pooglądałam ciekawe zdjęcia. Pogoda raczej wypędza na zewnątrz niż sprzyja siedzeniu w mieszkaniu i robieniu rzeczy plus minus na siedząco.

W tle ponadto doczytuję ostatnie odcinki Subnormality, które w ostatnich opublikowanych komiksach mocno przesunęło nastrój na morowo-refleksyjny, jakieś stare numery Women’s Health, niezłej gazety o fitnessie, zdrowym stylu życia etc. którą pogrzebano z 1.5 roku temu. Nie szkodzi, backlog starczy mi na jeszcze kilka lat czytania… Choć do tych starych treści dziwnie się wraca momentami, czuć drogę jaką przeszedł fitness światek. Numer z 2018 roku z planem na “bikini body” zakładającym ileś tam treningów w tygodniu, dietę 1500 kcal i zabiegi antycellulitowe. Jak się robi bikini body w 2024? Bierze się body i zakłada bikini. Cieszy mnie, że powstaje taki content jak ten od Karoliny Czak albo Bena Carpentera.

Dobra, do rzeczy.

Samorost 1, 2, 3
Amanita Design

O Botanicule już swego czasu pisałam, Machinarium ograłam ale jakoś przemknęło bez tekstu. A te dwie, jak i kolejne 3 o których chcę napisać wyszły z tego samego czeskiego studia indie, wspaniałego Amanita Design. I już czekają na swoją kolej następne pozycje z ich repertuaru.

Samorosty to 3 gry, z których pierwsza była w ogóle pierwszą opublikowaną grą studia, w 2003 roku, a Samorost 3 został wydany przed 8 laty. Wszystkie łączy postać bohatera: małego gnoma mieszkającego na asteroidzie, który zostaje zmuszony do opuszczenia swojej przytulnej latarni. O ile destynacje oraz sam cel podróży są rozmaite, tak nie zmienia się, że to śliczna point and clickowa przygodówka z malowanymi tłami, klimatyczną muzyką i mnóstwem zróżnicowanych zagadek. Te ostatnie są o różnym poziomie trudności i “intuicyjności”. Jednak generalnie, kolejne części są coraz trudniejsze. Na szczęście w trzeciej udostępniono możliwość uzyskania hinta do rozwiązania, inaczej skończyłoby się na szukaniu w internecie. Kurde, nie odtworzę zapisu nutowego usłyszanej melodii, jestem do tego kognitywnie niezdolna. Gry są, jak już zapowiedziałam, króciutkie. Pierwsza część to kwestia 2, może 3 godzin, dwójka jest do zrobienia w 2-3 wieczory. Trzecia zajmuje już nieco więcej czasu, ale to wciąż kilka dni niespiesznego grania. Wszystkie mocno polecam, są dostępne na Steamie w okresowo bardzo okazyjnych cenach, a “jedynka” nawet za friko na stronie studia.


Zofia Rydet, Zapis socjologiczny 1978–1990

To w sumie follow-up po Dziejach polskiej wsi, o których pisałam ostatnio. Otóż jednym z artykułów w tamtym wydawnictwie było kilka zdjęć Zofii Rydet opatrzonych krótkim komentarzem. I tak się składa, że jej fotografię są dostępne online.

Cykl zdjęć Zapis socjologiczny miał sportretować człowieka w jego domu ale udało się przy okazji coś innego - uchwycić zmiany zachodzące na polskiej wsi. Miejsc i ludzi jest sporo, ale dla mnie najciekawsze były właśnie te wnętrza: wiejskie chaty, tradycyjnie podzielone na białą i czarną izbę, przedzielone sienią. Piec opalany drewnem lub węglem w rogu, wokół niego łóżka ze spiętrzonymi poduszkami i pierzynami. Drewniane domy, wybielone starannie od wewnątrz, z klepiskiem przykrytym dywanem, makatami i świętymi obrazkami na ścianach. A także, co mnie uderzyło, z praktycznym brakiem książek. Zofia Rydet sadzała swoich bohaterów na tle najciekawszej ściany i szerokokątnym obiektywem uchwycała większość wnętrza. Rejestrowała tych negatywów tysiące, spiesząc się złapać świat, który na jej oczach zanikał. Cykli w ramach Zapisu jest kilka: są też same domy, kobiety w progach, portrety w miejscach pracy, różne społeczne wydarzenia jak wizyta JPII itp. Ale jednak chaty! Z herbatą i nutką melancholii przeglądałam sobie tak odległy od mojego a przecież bliski świat.

niedziela, 31 grudnia 2023

Zrzut #8

Chwila przerwy bo listopad i grudzień były dziwne, ale jestem sobie jestem i wciąż coś tam czytam i oglądam. Poza pierwszą pozycją wszystkie pozostałe to jednak rzeczy wymagające więcej czasu na przerobienie, dołożyło mi się to do poślizgu Zrzutu.

1670
Netflix

Dostaję wysypkę na konserwatywne narodowe nadęcie. Już myślałam, że mi biało-czerwoną flagę zawłaszczyła prawicowa narracja, a oto jest ona, satyra na Polskę do granic polskości, opowiedziana ostrym jak brzytwa dowcipem, ale z sympatią i czułością. W 1670 narodowe przywary personifikuje Jan Paweł, szlachcic z zaścianka, intelektualnie wciąż w średniowieczu, z przerośniętym ego i niechęcią do postępu, za to z sercem na dłoni i prostolinijnością w działaniu. Na jego drodze zostania najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski staną jednak sejmiki do zawetowania, zaraza do pokonania, marsz równości, sąsiad zza miedzy, kontestujący pańszczyznę chłopi, planujący karierę muzyczną syn, ale i córka o lewicowych poglądach. Fraza się leje powłóczyście, nieco rapowo… hm, taka trochę Masłowska i Wojna polsko-ruska. Dosadne puenty przebijają jedna drugą, a żarty czerpią garściami ze stereotypów, motywów historycznych, ale i realiów XXI wieku tego pięknego (“od czerwca do września”) kraju. No, śmiechłam nie raz i nie dwa i zdecydowanie polecam, zwłaszcza, że ogląda się to szybciutko (całość to 8 odcinków po ~30 minut).


Subnormality
Winston Rowntree (Virus Comics)

Co jakiś czas jęczę tutaj, że komiks to nie obrazki z tekstem a tymczasem wbiłam się i przebijam przez “copyrighted walls of text” okraszone jakimiś ilustracjami. Nie wiem o czym jest ten komiks. To dywagacje najrozmaitszych indywiduów, dialogi układane w sekwencje które wymykają się porządkowi społecznych interakcji, monumentalne monologi wewnętrzne, zadziwiające trajektorie zdarzeń, momentami historie, które nawet nie są śmieszne, ale zostawiają cię z głębokim poczuciem skonfundowania. Jeśli jest w tym jakikolwiek “motyw przewodni” to chyba… absurdy rzeczywistości i jej najrozmaitsze wkurzające pułapki. Komiks wychodzi od 2007, początkowo co tydzień, od dłuższego czasu jest aktualizowany co najwyżej sporadycznie. U zarania dziejów to był nieco dziwny strip, z czasem wyewoluował w mini-powieści graficzne, podniosła się jakość ilustracji a fabuła historyjek zrobiła bardziej złożona. Na tyle, że Watching dostał nawet nagrodę na najlepszy komiks internetowy. Zacznijcie od tego miejsca zanim zdecydujecie się na zagrzebanie w tym dość nierównym zgiełku.

A jak już przy historiach jesteśmy, to WR napisał też co najmniej jedną dłuższą: Captain Estar Goes to Heaven. To rzecz sprzed 20 lat, rysowana dość karkołomnie, ale z całkiem ciekawą historią. Ah, no i nie ma ścian tekstu a całość zajmie jeden wieczór.


What Is ChatGPT Doing... and Why Does It Work?
Stephen Wolfram

To miał być “artykuł o chacie GPT z Internetu” ale właśnie zorientowałam się, że został również wydany jako 100-stronicowa książeczka. Przestaję się dziwić, że przebijałam się przez niego ze dwa tygodnie. Bo to jest publikacja heroiczna. Stephen wprowadza podstawy rachunku prawdopodobieństwa, mówi o uczeniu maszynowych, rozpoznawaniu obrazów, opowiada o cyfrowych neuronach i sieciach neuronowych, stopniowo wprowadzając coraz bardziej złożone koncepcje z obszaru Large Language Models. Tylko, że równolegle odbywa się drugi dyskurs: jak to się dzieje, że to jest w ogóle możliwe, choć zdawało nam się, że problem języka jest “nieredukowalny” do ciągu obliczeń, pojęcie “sensu” tekstu wymyka się logicznym definicjom, a my nawet nie zbliżyliśmy się do “ogólnej sztucznej inteligencji” (czyli takiej o plus minus ludzkich możliwościach). Powiedziałabym, że tekst jest skierowany do raczej technicznego audytorium* choć niekoniecznie obcykanego z tematyką data science.

Całość do przeczytania tutaj.

* tak, jest też kodziaszek 😏


Kitchen as a laboratory
Redakcja: Cesar Vega, Job Ubbink, Erik van der Linden

Lubię gotować i jeść, lubię fizykę i chemię. Ktoś dobre 8 lat temu zsumował te zmienne i dostałam na urodziny książkę o nauce w kuchni. No, chwilę musiała poleżakować zanim się do niej zabrałam i chyba nawet dobrze, bo mój ówczesny angielski raczej by tej lektury nie uniósł. Do brzegu! Ta książka to zbiór 32 esejów na temat food science. Powiedziałabym “prac naukowych”, ale no.. nie. Są rozdziały trzymające się rygorystycznych zasad metody naukowej, ale są i impresje z wizyty w “ślepej” restauracji i rozważania o wpływie poza-jedzeniowych czynników na doświadczenie smaku. Jest rozdział, który opisuje czym na molekularnym poziomie są lody i jak tę strukturę fizyko-chemicznie modyfikować aby wywołać inne efekty organoleptyczne, ale jest też rozdział o tym jak zastąpić ekstrakt z jednej rzadkiej rośliny w jakichś tureckich słodyczach czymś innym. W efekcie powstał zrzut rzeczy, które: a) są w różnych stopniu aplikowalne w domowych warunkach (z naciskiem na raczej nie), b) dotyczą dań które lubię lub nie i nie planuję tego zmieniać (np. faszerowane świńskie nóżki), c) w różnym stopniu jest tam mięso nauki kosztem eseistyki. Przetrwałam tę lekturę ale chyba dlatego, że mam problemy ze snem, a przy niektórych kawałkach dobrze się zasypiało… Ah, no i przyda się wiedza z chemii i fizyki na poziomie liceum, bo momentami schodzimy dość niskopoziomowo do tego co się w garnku dzieje.

niedziela, 5 listopada 2023

Zrzut #7

No to na szybko — zrzut dwóch rzeczy, które udało mi się przeczytać. Miało tu być jeszcze co nieco o drugiej części Diuny, ale przesunięto premierę na marzec 2024, więc czekamy.

Sandman: Uwertura
Neil Gaiman, J.H. Williams III, Dave Stewart

Uwertura to zarówno pre- jak i postscriptum głównej serii. Przypomnijmy, zaczyna się ona od uwięzienia Morfeusza po tym jak “wyczerpany wracał z dalekiej podróży”. Jednak co to była za podróż i czemu stanowiła takie wyzwanie, nie dowiemy się aż do tego tomu. Opowieść snuje się między jawą a snem, między różnymi planami czasu i alternatywnymi wersjami rzeczywistości. Są zapadające w pamięć sceny, krwiści bohaterowie, filmowe dialogi, oniryczny nastrój błądzenia w labiryncie historii. To niby tylko epizod z istnienia Nieskończonego, ale dotyka tematów jego początków i końca, rozszerzając znaczenie pre- i post- umieszczonych w pierwszym zdaniu. Uwertura jest piękna także w dosłownym sensie. J.H. Williams III przepięknie zilustrował scenopis, a Dave Steward — sugestywnie pokolorował. Lubię pierwsze tomy serii, ale jednak graficznie ich jakość jest… dyskusyjna. To co się dzieje tutaj jest ucztą dla oczu porównywalną z Nocami Nieskończonymi.

Z takich rzeczy innych — do tomu zostały dołączone rozmowy z jego twórcami, gdzie np. opowiadają jaki był proces kreatywny za poszczególnymi rozwiązaniami. Dobrze się to czyta. Kiedyś już pisałam, że komiks to nie rysunek + tekst i w tych komentarzach wychodzi to wielokrotnie. Neil pisze w posłowiu, że ma nadzieję, że po lekturze czytelnik zechce powrócić do głównego cyklu, aby spojrzeć na niego w nieco innym świetle. No, mnie przekonał.


Jedz normalnie. Osiągaj więcej
Arkadiusz Madras, Dietetyka #NieNaŻarty

Heh, nie mogło zabraknąć tematów dietetyczno-treningowych. Ta pozycja to dietetyka 101, jakiej brakowało na polskim rynku. Skierowana do szerokiego gremium książka porusza kilkanaście głównych tematów związanych z żywieniem (czy nawet ogólniej: zdrowym stylem życia), przy każdym dając proste rekomendacje osadzone w evidence based medicine. Drżyjcie szamani o 20,000UI witaminy D, zaśluzawiające mleko i jedzenie pomidora z ogórkiem! Arek nieźle wypośrodkowuje poziom trudności, tłumacząc mechanizmy stanowiące podstawę do zaleceń, ale nie wchodząc w biochemiczne szczegóły. Generalizuje aby uprościć przekaz, choć czasem zaznaczy, że jest niuans na który chcesz zwrócić uwagę jeśli są ku temu przyczyny (np. ładunek glikemiczny w cukrzycy). Wreszcie, dotknie też praktykaliów — jak wprowadzić wszystkie te pomysły w życie, nie spędzać życia w kuchni, ruszać się aby zachować jak najdłużej zdrowie — a nawet podrzuci przykładowy kilkudniowy jadłospis.

Jeśli chcesz uporządkować swoją wiedzę z dietetyki, albo dostać jak kawa na ławę instrukcję jak jeść aby to miało ręce i nogi, a dodatkowo jest umocowane w bieżącej wiedzy z zakresu żywienia, totalnie polecam. Kupiłam egzemplarz najpierw sobie, a potem jeszcze kolejne dwa do sprezentowania 😃.

sobota, 24 maja 2014

Kryminalny Wrocław

Koncentrując się na „kto zabił?”, rzadko pytamy o kondycję ofiar

Jeśli pisałam recenzje z wystaw to tylko w ramach luźnych wprawek na jakichś zajęciach. Pamiętam mgliście takie zadanie na wiedzę o kulturze (czy ten przedmiot jeszcze w ogóle istnieje?!) a potem długo, długo nic. Jakby nie patrzeć, 90% wystaw, które oglądam, ociera się o sztukę, a moje kompetencje w tym zakresie klasyfikują mnie gdzieś między troglodytą a analfabetą. Tuta ma być inaczej, bo jest crime myster, a pod ręką kryminalistyk hobbysta. No i jeszcze ten dreszcz emocji spowodowany tym, że wystawa jest 18+...

niedziela, 26 czerwca 2011

Między teorią względności a fizyką kwantową

Zrobiłam to i popełniłam artykuł o relatywistycznej fizyce kwantowej. Target - może i byłeś dobry z matmy/fizyki, ale to było w liceum (tu wpisz dowolnie dużą liczbę) lat temu, ewentualnie - otarłeś się o jakąś matematykę na studiach. Zapraszam zatem do lektury także osoby, które matematykę na co dzień zlecają swoim maklerom ;). Jakąś zajeweczka:

"Stworzenie teorii, która połączy teorię względności i mechanikę kwantową, dwa największe osiągnięcia XX wiecznej fizyki, od dawna zajmuje naukowców. Fuzja tych dziedzin napotyka jednak liczne trudności, które próbuje się obejść tworząc coraz bardziej subtelne teorie. Ten gorący związek jest wszędzie tam, gdzie dzieją się rzeczy elektryzujące fizyków, od wielkiego zderzacza hadronów w Genewie, po teorię strun. Przyjrzyjmy się w jaki sposób budowana jest mechanika kwantowa uwzględniająca efekty relatywistyczne. Opierając się na równaniu Kleina-Gordona opiszemy też relatywistyczny model atomu wodoru."

Tekst jest w pdfie, do ściągnięcia tutaj.

Dawać znaki czy było za trudne/łatwe, co zmienić :)

niedziela, 30 stycznia 2011

Pływające żyrafy

Czuję się zobowiązana do stanięcia w obronie pływających żyraf. A przynajmniej – pobudek jakie kierują naukowcami kiedy decydują się wydawać „nasze pieniądze” na rozwiązanie tego niekoniecznie fundamentalnego problemu ludzkości. Czemu American Science zapłaciło naukowcom za komputerową symulację tonącej żyrafy i co do tego wszystkiego ma Trzeci Świat?

Pierwszy mit dotyczący nauki jest taki, że jej rozwój jest liniowy. Kolejne odkrycia prowadzą do lepszego zrozumienia świata, kolejne wydane środki przekładają się na przekucie zawiłych nieraz teorii w istotne technologiczne implementacje. Zatem – nie. W praktyce uprawianie nauki to błądzenie w półmroku, na horyzoncie naszego poznania. Stawianie wątpliwych hipotez i obalanie ich na zmianę z udowadnianiem, szukanie związków na podstawie poszlak, zadawanie niejednoznacznych pytań, które mają nieco rozjaśnić ciemność albo przynajmniej – pozwolić nam spojrzeć na problem z innej perspektywy. Nauka to droga spektakularnych porażek i rzadkich sukcesów, nie odwrotnie. Na przekór twardym rynkowym warunkom.