czwartek, 17 września 2026

Zrzut #25

Dwa miesiące nic nie oglądałam, nic nie czytałam, bo grałam w grę! Wpadłam w nią jak dzik w żołędzie i dopiero teraz, po zaliczeniu 190 godzin online, mogę powiedzieć z jakąś pewnością, że wyszłam z ciągu. Ot, włączę na pół godziny, może całą, i wyłączę z poczuciem satysfakcji. Spadek zainteresowania rozbudową farmy spiął mi się na linii czasu ze zwolnieniem lekarskim i nagle zrobiło się miejsce, aby wrócić do lubianych autorów, którzy w międzyczasie wypuścili trochę nowych rzeczy. No to do tychże rzeczy!

Subnormality 243: hello i dwell in darkness
Winston Rowntree (Virus Comics)

WR wrócił po 3 latach z nowym odcinkiem i to aż się prosi o osobną wzmiankę. Najpierw forma, bo jest ona bliższa Watching, niż belom tekstu, o jakich pisałam w poprzednim ustępie o Subnormality. Czyli: pojedyncze zdania, stwierdzenia, rozrzucone, niekonserwatywnie zaaranżowane kadry. Komiks zaczął się jako stripy w gazetach, przemorfował się w format książki, a każda z tych form wydawniczych narzuca ograniczenia na to, co i jak można umieścić na stronie. No i webcomic wyzwolił się z tychże okowów fizycznego papieru, a na przestrzeni lat Winston coraz śmielej puszczał wodze wyobraźni. Zdarzały się eksperymenty formalne, które średnio się czytało. Tutaj z przyjemnością patrzyłam, jak kadr przelewa się w kadr, zanika w pustkę i znów zmienia się w odmienioną treść. A pustka, bo jeśli chodzi o treść, to ona jest lejmowytem historii. Wychodzimy z pozycji nihilistycznych, stopniowo wypełniając rezygnację działaniem, aż z ruchu na końcu rodzi się sens. Krótki komiks o narodzinach nadziei na lepsze jutro.

Do przeczytania tu: https://viruscomix.wordpress.com/2026/04/07/subnormality-234/

The Millay Illusion
Sarah Pinsker

Sarah ponownie pisze opowiadanie, wykorzystując swój secret sauce. Mamy zatem protagonistkę, która znajduje się na uboczu społeczeństwa, w raczej nieuprzywilejowanej pozycji. Jest też jej przemiana w wyniku jakichś niesamowitych okoliczności. Jest również ciepły klimat, barwny język i zaskakujące zakończenie z wyrażoną w nieoczywisty sposób magią. Trochę to brzmi, jakby te jej miniatury były na jedno kopyto, ale czyta mi się je tak dobrze, że proszę o więcej! A jakby konkretniej: bohaterką jest młoda “mentalistka”, iluzjonistka zgadująca wybrane przez ludzi cyfry, fakty z ich życia etc. Całość dzieje się gdzieś na początku XX wieku w Stanach, co nie jest jakoś krytycznie istotne dla opowieści, no, może poza wiarygodnością finałowego rozwiązania. Do trupy, w której pracuje Lottie, dołącza ambitna Susanna i, jak się zapewne domyślasz, od tej pory już nic nie będzie tak jak dawniej. Fajne, przyjemne czytadło na jeden wieczór.

Dzięki, Uncanny Magazine, za opublikowanie tego też na stronie: https://www.uncannymagazine.com/article/the-millay-illusion/


Okruchy
Kasia Babis

No, trochę się czuję oszukana. Piszą z tyłu okładki “Polska, późne lata 80.” i o narodzinach autorki, a tymczasem Kasia przyszła na świat w 1992, a pierwszy punkt czasowy w komiksie to 2005 (no, nie licząc historycznych retrospekcji). Po drugie, jakoś odczytałam “dojrzewanie” jako “dorastanie”, a to jednak dwa odmienne koncepty. Pierwsze jest o doświadczaniu świata w coraz bardziej świadomy sposób, drugie o konstytuowaniu własnej tożsamości. Co wyszło z tego pomieszania, to to, że ja się spodziewałam komiksu o dzieciństwie w latach 90., a dostałam komiks o młodych dorosłych w pierwszych latach XXI wieku. Co gorsze, sytuacja w tamtym czasie zmieniała się na tyle dynamicznie (hm, teraz zresztą nie jest chyba lepiej, z inwazją telefonów, potem social mediów, a teraz AI), że 6 lat między nami wystarczyło do bardzo odmiennych doświadczeń z dzieciństwa. Dystansu zwiększonego dodatkowo przez różnice w życiu w lewicującym i raczej laickim Wrocławiu a Lublinie z opowieści Kasi. Czyli miała być podróż sentymentalna, a wyszedł…

Komiks z impresyjną warstwą graficzną, o mocnej soczewce na kwestie społeczne, osadzony w kontekście historycznym. Okruchy zostały początkowo wydane na rynku amerykańskim, ale tbh mi też się on przydał, bo np. mundurki czasów Giertycha zdążyłam wyprzeć z pamięci. To autobiografia, siłą rzeczy koncentrująca się na wydarzeniach i emocjach autorki, ale jednak są tam też 3 inne super postaci i chciałabym poznać je bliżej. Do zrozumienia niektórych ich działań brakowało mi materiału.

Stardew Valley
Concerned Ape

Daaawno nie było tutaj gry, choć nie powiem, jakieś podejścia do czegoś tam miałam (np. Baba is you, jak kiedyś uda mi się tego więcej ograć, to co nieco napiszę). Szukając w strefie cozy games, Stardew Valley wracał raz za razem jak zdarta płyta, więc w końcu kupiłam i zainstalowałam. Jest we mnie cząstka duszy grindera, starannie karmiona latami robienia daily questów w World of Warcraft. Dodajmy do tego co nieco fabułki, jakieś questy, które nadadzą temu grindowi ramy. Aby wpaść jeszcze głębiej: jest przyjemne niespieszne tempo, podlewanie roślin i głaskanie zwierząt w ramach codziennych rutyn, uroczy pixel art na ekranie, a gdy mam ochotę na chwilę ekscytacji: zawsze można pójść do kopalni i spróbować nie zginąć, pokonując kolejne poziomy lochów. W grze można się zakopać na miesiące, choć z czasem osiąganie kolejnych rzeczy robi się coraz żmudniejsze, farma przekształca się z przydomowego ogórka pietruszki w półautomatyczne gospodarstwo rolne, a fakt posiadania dziecka zaczął mnie nieco przytłaczać. Co nie zmienia tego, że dalej mogę tam wpaść na kwadrans czy dwa, coś tam posadzić, coś tam pozbierać, coś tam pozabijać i z poczuciem satysfakcji wleźć pod koniec dnia do łóżka, triggerując auto-save.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz