Ciemno, zimno i jakby się chciało więcej czasu spędzić na czytaniu pod kocykiem, ale równocześnie czas się skurczył do nanosekund i wciskam tylko pojedyncze litery między natłok wszystkiego. Wymęczyłam w takim rwanym trybie kilka rzeczy.
One Man’s Treasure
Sarah Pinsker in Uncanny Magazine

To krótkie opowiadanie dostępne jest na stronie wielokrotnie nagradzanego nagrodą Hugo magazynu Uncanny kręcącego się po szeroko rozumianej fantastyce. Rzecz dotyczy ekipy śmieciarzy w świecie umieszczonym mniej więcej w tym samym miejscu co my na osi czasu, za to z magią stanowiącą nieodłączny element codzienności. Zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób bezpiecznie zutylizować kociołek z resztkami eliksiru albo kołowrotek do przędzenia z zamontowaną trującą igłą? Ja też nie.
Natomiast mimo catchy motywu opowiadanie mnie nie zaangażowało. Nie wiem czy to wina trybu konsumpcji — czytałam na kompie, gdzie mam otwarte zazwyczaj mnóstwo zakładek i ostatnio ciągły problem ze skupieniem na czymś uwagi — czy jakiejś iskry w nim jednak zabrakło. Bywa zabawne, ale nie aż tak, jest nawet coś w rodzaju morału, ale mnie nie przekonał, oraz kilka scenek które trochę budują świat, trochę dokładają się do obrazu finałowego plot twista, ale żadna z nich nie zapada w pamięć. Miałam wrażenie, że opowiadanie jest rozdarte między krótką formą, taką która ma mocny motyw przewodni i dowozi go bezkompromisowo, a średnią długością, gdzie jest więcej miejsca na budowanie niuansów i postaci. W ostatecznym rozrachunku: można spróbować, bo to może godzina czytania? O tu: https://www.uncannymagazine.com/article/one-mans-treasure/
Ślimak na zboczu
Arkadij Strugacki, Borys Strugacki

Pisałam już ostatnio, że męczę na raty zbiór opowiadań Strugackich i ostatnie z nich, Ślimak na zboczu, był już wymęczony dość literalnie. Opowiadanie to właściwie dwie, luźno ze sobą powiązane historie, przeplatające się w kolejnych rozdziałach.
Część o “Zarządzie” jest groteską urzędniczo-korporacyjną. Przerysowana biurokracja, absurdalne zadania pracowników, upijających się niemożebnymi ilościami kefiru, brak psychologicznej wiarygodność bohaterów, wreszcie postać Dyrektora, bardziej personifikacji niż człowieka. Natomiast część o “Lesie” to mroczna baśń o magicznym miejscu i prymitywnej społeczności, która w nim funkcjonuje. “Lasu” nie rozumie, ale umie sobie z nim poradzić, omijając toksyczne bagna, walcząc z “martwiakami” i odżywiając się “jadalną ziemią” albo jakimiś roślinami zaprawionymi kwasem. To co je łączy to, obok samej idei “Lasu”, to dwójka bohaterów, którzy próbują uciec, ale jedynie odkrywają przed sobą i nami kolejne matrioszki obu systemów. Jednak natłok nieracjonalnych zdarzeń na obu planach doprowadził do tego, że w pewnym momencie przestałam mieć poczucie, że rozumiem cokolwiek z tej historii, morfującej w ciąg niepowiązanych ze sobą scenek. Na dokładkę autorzy z premedytacją wprowadzili np. specyficzny język plemienia: to jest bardziej ciąg monologów i potoków myśli, niż komunikacja. Czytanie tych “zdań” długich na stronę przepalało mi zwoje. No i zabrakło mi “kontaktu” dwóch planów zdarzeń, skoro już dzieją się w zbliżonym miejscu i czasie.
To najmroczniejsza powieść w antologii, staczająca się w końcówce w głęboką dystopię. Na jej plus jest mocny finał, tylko szkoda, żeby tam dojść musiałam przedrzeć się przez 190 stron, niekoniecznie czując aby to było tego warte.
Buy Now! The Shopping Conspiracy
Netflix

A skoro już przy dyskomforcie jesteśmy, to tego dokumentu też się miło nie oglądało. Wrzucony niedawno na Netflixa rozbiera problem konsumpcji na kilku poziomach: kreowaniu potrzeb, optymalizacji procesu zakupowego aby droga od kaprysu do realizacji była jak najkrótsza, konsekwencji nieumiarkowania: globalnymu tonięciu w śmieciach, wszechobecnego i niezniszczalnego plastiku, wydobywaniu toksycznych materiałów z odpadów w krajach rozwijających… A to wszystko polane sosem kontroli informacji, greenwashingu i zaprogramowanej śmierci urządzeń. Każdy z tych tematów zasługiwałby na własny półtoragodzinny dokument, ale tutaj zostały podane w sugestywnej formie barwnego klipu generowanego przez sztuczną inteligencję. Jest kolorowo, mocno, szybko i głośno. Ostre cięcia, przebitki, migawki filmików z TikToka, pulsujący ekran. Momentami aż robiło się dla mnie za hałaśliwie. Na szczęście tempo spowalniało w czasie rozmów z licznymi ekspertami: byłych executives w tym biznesie kreowania i sprzedania czy osoby zajmujące się tematem śmieci w bardzo różnych obszarach. Jest tiktokerka grzebiąca w śmieciach sklepów “dużych marek”, założyciel firmy zajmującej się naprawą nienaprawialnego sprzętu czy aktywista tropiący co się dzieje z oddanym do “recyklingu” monitorem.
Nie było mi po tym wygodnie. Ścięłam mocno konsumpcję, niby nie kupuję dużo… ale przecież i tak tego dnia kupiłam warzywa w plastiku, butelkę Coli i wywaliłam do “elektrośmieci” parowar, w którym przez godzinę próbowałam wcześniej coś nieskutecznie ugotować. Niby fakty przedstawione w dokumencie znałam, ale zebrane w formie walącej jak pięść między oczy, także je poczułam. Jestem rozdarta, bo mam poczucie, że moje pieczołowite oddzielanie papierków od plastików w opakowaniach jogurtu gówno znaczy, póki nie pojawią się zmiany systemowe… ale mogę się przynajmniej wypisać z kupowania. No i mam po drodze do miasta sklepik z rzeczami na wagę, może w końcu tam jutro zajrzę.
Feel good in 15
Cracked

Książka, którą zdobyła dla mnie siostra na book swapie, znając moje mój wkręt w temat health & fitness! Joe Wicks w Polsce chyba się z niczym nie kojarzy, ale w UK to gigant z jakimiś milionami followersów na socjalach, kilkunastoma książkami, programem telewizyjnym i aplikacją. To co proponuje Joe to szybkie i efektywne … (tu wpisz cokolwiek) w 15 minut. I o tym w sumie jest ta książka: są posiłki, są treningi i są porady lifestylowo-wellbingowe, wszystkie zapakowane w tę formułę, że coś można zrobić w kwadrans co sprawi, że się zjemy odżywczy posiłek, poruszymy ciało i zadbamy o głowę. I chociaż tak, małe kroki robią różnice, nawyki się utrwalają tylko gdy są konsekwentnie robione (czyt. proste), no i lepiej spędzić chwilę na ugotowaniu makaronu z warzywami i fasolą z puszki niż zamawianie pizzy… to jestem w takim miejscu, że źle znoszę coachingowe komunikaty “zrób tylko 15 minut mindfulness”, “pisania dziennika”, “spaceru”. Przejrzałam to raz jeszcze i Joe unika kategorycznych stwierdzeń w swoich poradach, pisze o możliwej poprawie a nie leczeniu. To mi się chemia mózgu wysypała na tyle skutecznie, że nie wierzę w swoją sprawczość a na nastrój biorę tabletki.
No dobra, ale co do kontekstu. Przepisy wyglądają na szybkie i smaczne i mam ochotę niektóre spróbować. Większość pomysłów na śniadania, lunche i kolacje jest dobrze zbilansowana (biorąc za punkt odniesienia “zdrowy talerz”). Treningi wyglądają uczciwie. Wykorzystują proste, podstawowe ćwiczenia, które dowożą, poskładane w zestawy typu cardio, hiit, trening siłowy czy mobility. No i jest też miszmasz od 15 minut wcześniej w łóżku, przez 15 minut journalingu, po 15 minut umierania w zimnej wodzie. Nie żałuję, że dostałam tę książkę, ale sama to bym sobie tego nie kupiła ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz