sobota, 5 października 2024

Zrzut #14

Urlop! Miałam trzy tygodnie wolnego, wykorzystałam je głównie na szwędanie się po dwóch lubianych i jednym nowym miejscu, ale znalazło się dzięki temu także trochę więcej przestrzeni do czytania i oglądania 😊

Obok tego co poniżej opisałam, byłam w kinie na reżyserskiej wersji Czasu Apokalipsy (Apocalypse Now. Final Cut). Nie będę się rozpisywać bo to klasyczek, natomiast po latach wciąż robi piorunujące wrażenie. Film na nieco ponad trzy godziny przykuł mnie do ekranu, choć w siedzenie na dupie i oglądanie rzeczy jestem zdecydowanie słaba. A jeszcze długo po w uszach wibrował mi dźwięk śmigieł helikopterów, a przed oczami miałam sugestywne obrazy. Groza, ale jaka doskonała.

Tak działa mózg. Jak mądrze dbać o jego funkcjonowanie
dr Asia Podgórska

Na pierwszy rzut, najbardziej wymagająca z opisywanych pozycji. To nawet nie jest książka popularnonaukowa, ale podręcznik neurobiologii i neurochemii z obszernym fragmentem dotyczącym medycyny stylu życia. A że ze wszystkimi tymi obszarami moja relacja jest raczej luźna, to internalizacja tego, co się tutaj dzieje, nie przychodziła łatwo. Na początku autorka opisuje budowę mózgu, przybliża funkcjonowanie neuroprzekaźników. Po pierwsze: jej wiedza w temacie jest obszerna i dobrze ustrukturyzowana, po drugie jednak: zabrakło grafik, które by pomogły wytłumaczyć te solidne dwieście stron biologii i chemii. Druga część książki jest tytułowym dbaniem o mózg i tutaj i język robi się lżejszy, a temat łatwiej strawny. W jaki sposób używki, sen, dieta czy ruch wpływają na jego sprawność? Doktor wykorzysta to co opisała wcześniej do przybliżenia mechanizmów stojących za neurodegeneracją, obszerne fragmenty poświęcając Alzheimerowi i zaburzeniom depresyjnym. Odnalazłam się w tym i kilka głupot nie zrobiłam bo powstrzymała mnie troska o mój mózg. Trochę też więcej mam teraz dla siebie wyrozumiałości, bo czasem te głupoty to nie mój stoicki rozum, ale miotająca mną chemiczna zupa.

Książkę z uwagi na temat wg mnie zdecydowanie warto przeczytać a jej “take away” są do zastosowania na już. Natomiast potrzebowałaby agresywniejszej redakcji, która by ten ocean faktów objęła narracją. Widać też było, że niektóre fragmenty były przesuwane, ale już nie zadbano o prawidłowe zaadresowanie odnośników (np. pada “wspomniane już astrocyty”, choć komórki glejowe są wprowadzone kilkadziesiąt stron dalej), zdarzały się akapity z umykającym logicznym sensem, bo jakby zabrakło zdania pomiędzy albo wepchnięto jakieś inne. Dr ex-Podgórska (teraz już Wojsiat) ma już zakontraktowaną drugą książkę i sięgnę po nią, natomiast mam nadzieję, że wydawnictwo rzuci więcej kasy w post-produkcję.

Miliard lat przed końcem świata
Arkadij Strugacki, Borys Strugacki

Męczę niezmiennie w każdy wyjazd kolejne pozycje z antologii braci Strugackich, tym razem w 3 dni pożerając to nieco dłuższe opowiadanie. Miliard lat… to kameralna historia, akcja rozgrywa się w dwóch mieszkaniach, w przeciągu jakichś, hehehe, 3 dni. Ciężko mi nawet powiedzieć aby to było science-fiction, bo element fantastyczny jest tu jedynie subtelnie zarysowany, skręcając bardziej w stronę absurdu rodem z Procesu Kafki niż pełnoprawnej fantastyki do jakiej u braci przywykłam.

Mamy grupę naukowców, którym przytrafia się seria niecodziennych sytuacji. W tle jest jeszcze radziecka Rosja i smaczki rodem z PRLu, okraszone ciętym dowcipem, a jakby tego było mało, główny bohater zajmuje się matematyką! Wpadłam w tę historię jak śliwka w kompot. Potem jednak było gorzej, bo solidna ⅓ treści to dywagacje próbujące wytłumaczyć wcześniejsze wydarzenia. Pali się papierosy, pije i gada gada gada… I gdy wydawało się, że już nic tej historii nie uratuje, pojawiła się ciekawa damska postać i wreszcie mocne zakończenie. Podsumowując, nierówna rzecz i raczej do pominięcia na rzecz dużo lepszych Piknik na skraju drogi i Poniedziałek zaczyna się w sobotę.

U-Boot
Jean-Yves Delitte

Ten komiks był prezentem dla pewnego fana U-Botów, ale tak wyszło, że i ja miałam okazję go przeczytać. To typ opowieści, którego raczej unikam: oparta na prawdziwych wydarzeniach ekstrapolacja w alternatywną rzeczywistość (chociaż taki Lód… hm…). Tutaj mamy snapshop z losów jednej hitlerowskiej łodzi podwodnej, będącą “zwornikiem sklepienia” dla kilkunastu różnych historii. Autor skacze między miejscami i czasami, nierzadko na sąsiednich stronach. Rozkręca się to to jak rasowy geist movie, aby po 2 (z 4) zeszytów wątki zaczęły ładnie składać się do kupy… I wtedy mamy wprowadzonych kolejnych bohaterów, kolejne plot twisty, aż do okrutnie najebanego akcją finału, gdzie wiarę poszłam i zawiesiłam na kołku w korytarzu. Wygląda to trochę tak jakby zeszytów miało być 6 i trzeba było dopychać kolanem, albo w szale piętrzenia kolejnych poziomów intrygi autor się zapędził i nie umiał ładnie wybrnąć.

Komiks to “klasyczna francuska szkoła”, aczkolwiek na zauważenie zasługuje pietyzm w malowaniu statków, wodnych i powietrznych. Wspomniany już fan był w stanie nazwać modele występujących tam samolotów, a na łodzi podwodnej kolejne ujęcia były spójne przestrzennie (np. obok drzwi zawsze była konkretna wajcha, a kokpit miał te same wajchy… takie tam zwyrolskie zabawy). Całość to dzieło z klasy: “No, można przeczytać”.

People Watching
Cracked

Mam skrzywienie w stronę treści, które początkowo wyglądają na zabawne, aby zacząć w trakcie ryć ci głowę, kończąc w kompletnie nieoczekiwanym miejscu i zostawiając z poczuciem dyskomfortu. Tak, to o tobie też, John Oliver’s Last Week Tonight. W każdym razie, w tę kategorię spokojnie mogę wrzucić opisywane jakiś czas temu Subnormality, ale też inny projekt Winstona Rowntree, czyli People Watching. To serial animowany zrealizowany z portalem Cracked, dostępny z całości na YouTube. Fabularnie to 2 sezony po 10 odcinków, każdy po ~10 minut. Natomiast, mimo “szybkiego” formatu, to tak bardzo nie jest to do zbinge’owania. Po każdym odcinku potrzebowałam zrobić pauzę.

Będzie o depresji, niedostosowaniu społecznym, zagubieniu. Bywa mrocznie, choć są też odcinki nostalgiczne, zostawiające nas z pozytywnym przesłaniem i dające nadzieję, że mimo całego gówna, kiedyś będzie ok. Bohaterowie wypluwają z siebie ściany tekstu tworząc rozgorączkowaną narrację, wciągając nas w spiralę swoich myśli. I jeśli są progi wejście do tego serialu to język jest zdecydowanie jednym z nich. Już w Subnormality WR odjeżdżał leksykalnie, a tutaj jest to samo ale wypowiadane z tempem karabinu maszynowego. Włączyłam napisy. Po polsku. Kurczę, to takie wyświechtane hasło, ale ciężko przejść obok People Watching obojętnie. Mocna, dobra rzecz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz